Obierając cebulę G. Grass zmaga się ze swoją przeszłością. Jakie to zabawne porównanie, wyciskające śmiech przez łzy. Jak błahe i zatrważające jest to grzebanie w młodości skażonej SS.
W równym stopniu wierzę i nie wierzę w tą dziwaczną spowiedź. Męczę się przedzierając przez mętne otchłanie wspomnień. Każdy był kiedyś głupi, każdy nie pytał “Dlaczego!?”, wtedy właśnie, kiedy powinien pytać. Nie każdy jednak uczestniczył w wojnie po stronie “tych złych” z wzbudzającymi grozę runami naszytymi na kołnierz.
Nic złego właściwie nie zrobił (Grass), właściwie dryfował w wirach historii. I tak bardzo chciałby powiedzieć to niestosowne i niekoniecznie adekwatne “przepraszam”, że właściwie zapominam poco miałby coś takiego mówić. Do kogo? Do mnie? A po co? Dlaczego?
Śmieje się czytając o kursie gotowania, który odbywał się w jenieckim obozie i zapominam, że przed chwilą trwożyłem się i dziwiłem, na widok rozerwanych ciał i byłem współświadom pozbawionych strachu wspomnień. Przecież kilka stron temu, zazdrościłem auto-bohaterowi opatrujących go w wojskowym lazarecie pielęgniarek, zapominając o Stutthof, leżącym tuż za granicami zainteresowania.
Ach jakże umiejętnie Grass mnie prowadzi – przez swoją barwną spowiedź. Jak manipuluje moim poczuciem winy. Te osobiste i brutalne wspomnienia, przetykane są uszkodzonymi (sześćdziesięcioletnim milczeniem) wspomnieniami. Jedne nie budzą sprzeciwu ani wątpliwości, inne wywołują podejrzliwość i powątpiewanie.
Dlaczego czytam tę dziwaczną spowiedź, autora który mógłby być dla siebie całym światem? Dlaczego nie odczuwam ulgi, nie porzucam winy?
Tak odczuwam ją po części jak własną, pozwalając wspominać Günterowi w mej głowie.
Odczuwam ciężar książki prawie fizycznie. Dźwigam go na ramionach, męczę się okrutnie, pocę. Chciałby się go pozbyć i powiedzieć dosyć – lecz, do cholery, nie mogę! Dostałem od Grassa część tego ciężaru i podobnie jak on mam problemy z pamięcią. Moje własne młodzieńcze wybryki, zaczynają kryć się między warstwami cebuli. Nie wtykam jednam zapałek w kąciki ust i nie odpoczywam kolorując świat bursztynem – tylko staram się nie mrugać i znoszę te łzy w nieznośnej świadomości winy.
Przyglądam się z bliska, z niesmakiem – obieraniu cebuli.
————————————————————-
Zapraszam do wysłuchania kulejącego dziwadła. [dziwnosc5.mp3]

Dodaj komentarz
RSS dla komentarzy tego wpisu